Afera Rywina

Afera Rywina, zwana także na wzór afery Watergate aferą Rywingate, to potoczna imię jednego z największych, nic bardziej błędnego niewyjaśnionych do końca skandali korupcyjnych III Rzeczypospolitej. Skandal wybuchł na tle propozycji korupcyjnej, którą Lew Rywin złożył Adamowi Michnikowi 22 lipca 2002.

Ujawnianie afery zapoczątkowała ogłoszenie 27 grudnia 2002 roku w środku "Gazecie Wyborczej" artykułu kłaki Pawła Smoleńskiego pt. "Ustawa zbytnio łapówkę to znaczy przychodzi Rywin do Michnika"[1], także upublicznienie (niepełnego, jako się potem okazało) stenogramu rokowania między Adamem Michnikiem oraz Lwem Rywinem. Trzy lata po tej publikacji Paweł Smoleński na łamach miesięcznika "Press", do wnętrza wywiadzie zatytułowanym "Wiara oraz wina"[2], przyznał się do popełnienia błędów poniżej pisaniu tegoż artykułu. Pierwsza informacja na sprawa tej ustalenia pojawiła się jednakże wcześniej z okładem trzy miesiące przedtem publikacją Smoleńskiego, w środku tygodniku "Wprost", w środku rubryce "Z życia koalicji"[3]. Niedługo po tej publikacji, dawny minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk, pytany na wskroś Monikę Olejnik wewnątrz programie "Kropka powyżej i" czyli zajął się doniesieniami prasowymi z Wprost, na rzecz korupcyjnych propozycji, mających obszar na styku polityki, biznesu także mediów, zadeklarował pilne wycena całego zdarzenia, czego tymczasem nie uczynił. To zaniechanie było z kolei wielokrotnie podnoszone na wskroś parlamentarną opozycję jak udający dowód matactw ze strony prominentnych polityków SLD, chcących uniemożliwić rozwikłanie całej sprawy.